Depresja to głód miłości

Życie Duchowe

Depresja - nieoczekiwana i trudna wędrówka wewnątrz siebie, smutek, ból, podcięte skrzydła, człowiek za burtą. Ale kiedy ustępuje, wszystko ulega zmianie...

 

O depresji wiemy już prawie wszystko, a mimo to nie przestaje ona nękać ludzkości, więcej nawet, jak na ironię wydaje się nasilać. Można o niej mówić precyzyjnym językiem psychiatrii i psychologii, ale można też wieloznacznym i symbolicznym językiem Biblii. Chociaż bowiem jako dobrze opisaną jednostkę chorobową depresję można rozpoznać i odpowiednio leczyć, to jednak pod wieloma względami przywodzi na myśl biblijne plagi, które nękały ludzi i zmuszały ich do zmiany postępowania i nawrócenia.


Istotnie, depresja spada na człowieka jak plaga - nieoczekiwanie i bez zapowiedzi i zawsze zastaje go nieprzygotowanym. Jest jak anioł spustoszenia, który przechadza się między ludźmi i rozkłada swój namiot ciemności i mroku nad niektórymi, kierując się przy tym własnymi niezrozumiałymi kryteriami. Dla człowieka, nad którym go rozpostarł, w jednej chwili wszystko traci sens. Dopiero gdy ciemność zacznie ustępować, z mroków powoli wyłania się kształt rzeczy, taki sam, ale już nie ten sam, co dawniej. Wszystko uległo zmianie.


Często spotykam ludzi w depresji. Niektórym jest mi dane towarzyszyć i dzięki ich świadectwu otrzeć się o ten tajemniczy i porażający stan ludzkiego ducha i ciała. Nie można tego oddać słowami. Ale poprzez słowa -często trudne i bolesne - odbywa się dialog z nimi i poprzez słowa dokonuje się uzdrowienie. Poniższe refleksje są rodzajem osobistego notatnika, w którym na marginesie jakby jednej z dość typowych historii depresji zapisywałem krótkie uwagi. Zawierają one kilka ważnych dla mnie pojęć, rodzaj słów-kluczy do tajemnicy depresji. Ufam, że pomogą choć trochę zarówno tym, którzy są w depresji, jak i tym, którzy żyją obok, często jak gdyby nic się nie działo.

 

Szok

 

Przestraszyłaś mnie. Nie należę do osób lękliwych, ale na twój widok poczułem się nieswojo. Czy to aby na pewno ty? W wymiętej sukience, z niedbale zaczesanymi włosami, znużonym wyrazem twarzy i spłoszonym wzrokiem wcale nie przypominałaś mi rezolutnej i żywiołowej studentki, którą poznałem kilka lat wcześniej. Dobrze, że spotkaliśmy się w ciemnym holu naszego domu zakonnego i moje zmieszanie nie było nazbyt widoczne. Poprosiłaś wtedy o kierownictwo duchowe, tłumacząc, że się pogubiłaś. Zgodziłem się, ale od początku czułem, że dopóki nie wyjdziesz z tego, o żadnym kierownictwie nie ma mowy. Nie pamiętam, czy już wtedy użyłem słowa „depresja”, jednak aura „uciążliwej nocy”, jaką jest owa dzisiejsza plaga, wyraźnie roztaczała się wokół ciebie. Długo nie mogłem uwierzyć, że właśnie ty znalazłaś się w depresji. Jak to możliwe? Co się stało? Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jestem jednym z długiej listy „przyjaciół Hioba”, którzy współczując (nieświadomie?) szukają jednocześnie winnych.

 

Trud rozmowy

 

Ciężkie i mozolne były nasze pierwsze rozmowy, prawie jak nauka obcego języka. Każde nieostrożne słowo, wspomnienie radosnej przeszłości lub miłych doświadczeń w grupie przyjaciół wywoływało cierpienie i smutek na twojej twarzy. A mimo to chciałaś rozmawiać. Mimo bólu i jakiegoś niewyrażalnego ciężaru, który wydawałaś się dźwigać, smutnym i wygasłym głosem opowiedziałaś mi nieznaną wersję własnej historii, tak odmienną od tej, którą pamiętałem z czasów pierwszej znajomości. Człowiek zawsze jest tajemnicą, ale w depresji staje się „tajemnicą do kwadratu”, bo wtedy jest jakby kliszą fotograficzną własnego obrazu - co było jasne, teraz jest ciemne, a ciemne - teraz wszystko „wyjaśnia”. Powoli uczyłem się języka, jakim się posługiwałaś, i w wolnych chwilach powtarzałem nowe słówka - te dobre, budzące nadzieję, by ci je często powtarzać, oraz te złe, drażniące i raniące, by ich unikać, tak jak się unika wypowiadania imion osób zmarłych, gdy obecni są ich najbliżsi. Słów złych było zdecydowanie więcej, bo człowiek w depresji to „człowiek pozbawiony”, pozbawiony osób, rzeczy, miejsc, możliwości. Pozbawiony czegoś rzeczywistego lub wyimaginowanego, częściej może nawet tego drugiego.


Zdradzona miłość

 

Słowo „miłość” budziło najwięcej emocji. Gdy cichym głosem snułaś opowieść o nim - „miłości twego życia” - i o tym, jak ważny był dla ciebie, wciąż jeszcze mogłem wyczuć ogromną siłę i ciężar uczucia, którym go obdarzyłaś. Uczucia mają swój ciężar gatunkowy, podobny do tego z dziecięcych wyliczanek „kocha, lubi, szanuje…”. Zapewne w tym przypadku był to ciężar zbyt wielki jak na barki młodego człowieka. Tak bardzo potrzebowałaś miłości, że gdy pojawił się na horyzoncie on - „wyśniony ideał mężczyzny” - całą siłą swego pragnienia rzuciłaś się w jego ramiona i chciałaś, by cię z nich już nigdy nie wypuścił. Zapewne on właśnie miał zastąpić ci chłodnego i nieobecnego przez długie lata ojca, ciągle zapracowaną mamę, rodzeństwo zajęte swoimi sprawami i kilka innych nieudanych miłości. A on ledwie potrafił kochać za siebie samego. Nawet nie zauważyłaś, kiedy go to przerosło. Przestraszył się, zawahał, ale w końcu odszedł… A ciebie ciężar pociągnął na dno rozpaczy, w otchłań depresji. Czy to była jego wina? Nie! Choć na pewno jego „winą” było to, że rozbudził w Tobie owo głębokie pragnienie miłości przez długie lata tłumione i kontrolowane. Depresja to choroba braku miłości - uleczyć ją można tylko miłością i z miłością.

 

Milcząca obecność

 

Gdy przychodziłaś na kolejne spotkania i snułaś swoje urywane i smutne opowieści, często milczałem. Trochę z obawy, by cię niepotrzebnie nie dotknąć jakimś słowem, częściej z bezsilności, bo cóż można było tu powiedzieć; za którymś razem tanie słowa pociechy więzną w gardle. Widziałem, jak cię raniły „dobre rady” twoich bliskich: „Weź się w garść!”, „Postaraj się!”, „Przecież zawsze tak dobrze sobie radziłaś!”. A ty tymczasem pragnęłaś ciszy, w której można zniknąć, po prostu nie być. Dlatego na długie godziny zaszywałaś się we własnym łóżku, szukając upragnionego niebytu. Ale oni tego nie rozumieli i odmieniali przez wszystkie możliwe czasy i przypadki pojęcia: lenistwo, wina, a nawet grzech. To tylko wzmagało nieznośny ciężar istnienia. Osoba w depresji jest jak człowiek z rozległymi oparzeniami - gdzie byś nie dotknął, tam będzie bardziej bolało. Dlatego - zwłaszcza na początku - trzeba ograniczyć do minimum konieczny kontakt, ale nie wolno z niego rezygnować. Trzeba być obok, pielęgnować, cierpliwie czekać, nasłuchiwać, po prostu kochać.
Trochę to trwało, zanim udało się nam przekonać rodzinę, że to choroba, a nie zła wola czy lenistwo. „To nie twoja wina!” - powtarzałem im aż do znudzenia, prosząc, by poczekali, by nie robili zdziwionych min, ale okazywali życzliwość i byli cierpliwi. Tylko mama rozumiała to bez tłumaczenia.

 

1 2 3  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.84

Liczba głosów:

152

Komentarze użytkowników (81)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~stan 11:11:00 | 2014-09-08
Pięknie napisane

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kasia mozarin 08:52:58 | 2014-06-12
Dwa ulubione psalmy.
Kto się w opieke odda Panu swemu, a całym sercem szczerze ufa jemu...
Lek troszkę pomaga, a depresja dalej męczy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~FlosCarmeli 00:14:24 | 2014-06-12
On sam cię wyzwoli (...)
Okryje cię swymi piórami
i schronisz się pod Jego skrzydła:
Jego wierność to puklerz i tarcza.
W nocy nie ulękniesz się strachu
ani za dnia - lecącej strzały (...)
Choć tysiąc padnie u twego boku,
a dziesięc tysięcy po twojej prawicy:
ciebie to nie spotka (...)
cios nie spotka twojego namiotu (...) Ps. 91

On nie pozwoli zachwiać się twej nodze
ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże
(...) nie zdrzemnie się ani nie zaśnie (...)
Pan cię strzeże (...) Pan cię uchroni od zła wszelkiego
czuwa nad twoim życiem Ps. 121

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~z depresją za pan brat 00:02:44 | 2014-06-11
nie miałam szczęscia do mężczyzn a niestety urodziłam sie z ogromną potrzeba miłosci...teraz aż strach powiedzieć komus ,ze się go kocha bo zaraz się zacznie wymyslanie od kobiet bluszczy itd mam dośc tej psyhologii i pojęć z nią związanych,albo ktoś mnie kocha i robi wszystko żeby ze mną być albo niech w ogóle nie zawraca mi głowy i nie niszczy życia bo to bardzo boli..ludzie nawet ci najblizsi stali sie nieczuli,obojętni,zimni,zwrócić sie o pomoc to usłyszysz :licz na siebie,aż strach z czymkolwiek sie uzewnętrznić...tak bardzo potrzebuję opieki,czułosci,troski ale piszę to tylko tutaj,anonimowo bo zaraz bym usłyszała:dasz radę,bądz silna,inni mają gorzej -a ja jestem smutna,osłabiona,nieszczesliwa i potrzebna mi pomoc a nie wymądrzanie się

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bazyllia ~z depresją za pan brat 20:10:19 | 2014-06-12
Tak, masz rację, wymądrzanie się typu "dasz radę, inni mają gorzej" to nie jest żadne wsparcie. Jak człowiek jest smutny i nieszczęśliwy, to wtedy najlepsza jest obecność drugiego człowieka... najlepiej taka realna, ale jak nie ma takiej mozliwości, to chociaż telefoniczna albo wirtualna. Wirtualnie tez można przytulić :) Przytulam Cię zatem mocno i sił dodaję do walki ze smutkiem. Pozdrawiam cieplutko

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~J. 22:48:05 | 2014-01-26
Trudno przejść przez takie stany gdy brak zrozumienia, wsparcia tylko krytyka, nieżyczliwość, zdziwienie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lucy 16:49:24 | 2014-01-26
"Zamiast kilku wystarczających dotychczas ciepłych słów i gestów zaczynasz potrzebować ich tysiące, jeśli nie miliony".

Tak to  prawda i wszystko to co ksiądz napisał. Tak samo wszystko przeżywałam i doświadczałam tego samego, z jedną różnicą, nie natrafiłam na tak mądrego i wyrozumiałego księdza, który pomagałby mi z taką cierpliwością i z takim oddaniem. Bardzo dużo ciepła potrzebowałam i wielkie uznanie dla księdza, że ksiądz potrafił tak zaopiekować się tą osobą. Bo tego co przeżywają osoby w depresji nie da się opisać, choćby użyło się nie wiem jak dużą liczbę przymiotników, odzwierciedlających  ich stan ducha i przeżywane uczucia.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~! 10:01:19 | 2013-04-25
~- kasiu...
"poprosił mnie o to zebym nie odzywała sie do niego dla dobra jego "


Napiszę inaczej niż AGI.
Jeśli kochasz zrób o co prosi - odsuń się.
Zajmij się sobą i swoimi sprawami - chcesz być BLUSZCZEM??
Chyba NIE?

-----
O tak, bardzo mądrze. A największym bluzczem był Jezus zostawiający stado owiec żeby pędzić za jedną owieczką, która miała swoją własną wolną wolę podjąć decyzję żeby się oddalić. Więc uwalniajmy się zdrowo od tego Bluszcza. Kazdy żyje swoim zyciem przecież.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bo tak 09:45:58 | 2013-04-25
2011-10-11 09:22:12 | Cytuj | Zgłoś
theONA

    na depresje najlepsza jest pomoc innym - zobaczenie cierpienia innych. to nie tylko my mamy problemy, inni ludzie mają czasami dużo większe i nie poddaja się. pomoc drugiemu człowiekowi może być także lekiem na depresje. przerwanie koncentracji na własnej osobie pozwala spojrzec inaczej na świat.


~warszawiak, mylisz depresję z chandrą lub świadomą i dobrowolną koncentracją na sobie samym i własnych problemach.
To prawda, że "mobilizowanie" chorego hasłami typu "weź się w garść", "zrób coś z sobą" itd. jest nie tylko głupie, ale i bezduszne.

---

Mi ktoś prowadzony duchowo przez jezuitów powiedział: "traktuję cię jak alkoholika, ktory ma sięgnąć dna, żeby się odbić", a matka tej osoby "idź do hospicjum, pomóż innym". Po pewnym czasie zaowocowały te mądrości, i cieszę się tego owocami: cieszę się, że zobaczyłam jakim ch... jest bóg i jego poprawne, dobre, posluszne dzieci, i że przestałam zawracać sobię nim głowę, cieszę się że wiem już że nic nie jest ważne i nie muszę żadnego szczególnego dobra mieć. Cieszę się że wystarczy mi że mogę nakarmić swój żołądek, ochronić ciało przed temperaturą i położyć je gdzieś spać. Mogę nawet odczuć pewne przyjemności: miło jest w tej chwili  jeść to smaczne jedzenie, albo miło jest teraz patrzeć na ten ładny kwiatek. Co nie znaczy, że ma to jakieś zanczenie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Maria-Magdalena 19:11:12 | 2013-02-22
Depresja jest chorobą braku miłości. Także miłości własnej. Gdy byłam w jej najgłebszym stanie, to Miłośc przyszła do mnie sama, w pragnieniu modlitwą Liturgii Godzin. 
Jest takie polskie przysłowie: Lekarz leczy, a Bóg uzdrawia.
Pozdrawiam, Maria-Magdalena

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~to choroba 14:22:23 | 2013-02-22
w pasku adresu: Depresja to choroba braku miłości

zmienione tytuł na: Depresja to głód miłości

choroba a głód - dwie odrębne sytuacje!

...

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/depresja/art,134,depresja-jest-ciezka-choroba-mozgu.html

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy
Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?